Uroda

MASECZKI BIELENDA Z SERII MONSTER

Maseczki Bielenda z serii Monster wzbudziły już dawno moje zainteresowanie. Po pierwsze są to maski w płachcie, które ja osobiście uwielbiam, ze względu na szybką aplikację oraz dobre rezultaty. Oczywiście nie wszystkie maski w płachcie działają cuda, jednakże nauczona doświadczeniem wiedziałam, że maski w płachcie Bielendy mają w sobie zawsze dużo produktu, który świetnie nawilża twarz. Po drugie, zawarte w maseczce w płachcie składniki, działają na skórę także po jej zdjęciu, gdyż pozostałości nie zmywamy, a rozcieramy na twarz, szyję oraz dekolt. Kolejnym atutem masek tego typu, jest z pewnością fakt, że zawarte w nich ekstrakty, szybko i dogłębnie wnikają w skórę.

Wiecie doskonale, że jestem maniakiem maseczek wszelkiej maści, a seria Monster nie dość że działa odżywczo na skórę, to ma świetny design! Wyobrażacie sobie minę Marka, gdy wy „wyskoczyłam” w zielonej maseczce „Szalony Gonzo”? Myślałam, że spadnie z kanapy…ze śmiechu ;p

Zacznę zatem właśnie od maseczki rozświetlającej Szalony Gonzo. Początkowo zwróciłam uwagę na słodki, przyjemny zapach. Tak pachną też pozostałe maseczki z tej serii, każda nie co inaczej ale trochę „cukierkowo” 🙂 Płachta jest idealnej wielkości, taka w sam raz na moją twarz. Jeżeli ktoś ma większą buzię, maseczka może nie zakrywać całości. Nie uważam tego jednak za wielką wadę, zawsze można te części posmarować pozostałością z opakowania. Wykonana jest z mocnego materiału, dlatego podczas aplikacji nie ma obawy że się porwie. Jest mocno nasączona płynem, przez co świetnie przylega do skóry. Podczas noszenia tkaniny na twarzy nie wystąpiło żadne pieczenie czy podrażnienie, nie zostaje na skórze żadna lepka warstwa , a wszystko pięknie się wchłania. Twarz stała się ładnie nawilżona, czysta i świeża. Nie zauważyłam tu jakiegoś spektakularnego efektu rozświetlenia, jednakże rezultat był dla mnie zdecydowanie satysfakcjonujący.

 

Kolejną propozycją marki Bielenda jest „Odważny Kazik”. Maseczka ma detoksykować skórę, oczyścić ją z zanieczyszczeń i niedoskonałości. Oczywiście w tym wypadku, nic nie wydarzy się za pierwszym razem. Jedna maseczka nie spowoduje, że z waszej twarzy znikną wszystkie mankamenty. Ale z czasem, używając jej konsekwentnie i systematycznie, z pewnością będziemy mogły cieszyć się świetnymi rezultatami. Po użyciu widać wygładzenie skóry, a pory wydają się mniej widoczne. Również nie podrażniła mojej skóry, a jej aplikacja była czystą przyjemnością 🙂

 

Ostatnią propozycją jaką miała okazję używać, jest „Boski Rolf” (fajne nazwy, prawda? ;p), czyli maseczka nawilżająca. Tak jak zapewnia marka, idealnie dopasowuje się ona do kształtu twarzy. Maseczka faktycznie dogłębnie nawilża, produktu w opakowaniu jest bardzo dużo. Spokojnie wystarczy także na szyję oraz dekolt. Ta okazała się chyba moim ulubieńcem, gdyż miałam wrażenie, że skóra jest napięta, miękka i gładka. Do tego na maksa odświeżona. Uwielbiam ten efekt!

Maseczki marki Bielenda nie zawiodły mnie po raz kolejny. Obietnice producenta zostały spełnione, a ja z czysty sumieniem mogę polecić Wam te produkty. Zróbcie sobie od czasu do czas małe, domowe SPA. Dla siebie! Dla swojego dobrego samopoczucia 🙂

 

pozdrawiam,

Joanna

www.majjstyle.pl